Nauczycielka zwraca uczniowi uwagę lub stawia jedynkę, a ten zaczyna jej grozić: wiem, gdzie pani mieszka, niech pani za­cznie odkładać na nowe opony w samocho­dzie. Co zgodnie z prawem nauczyciel mo­że zrobić w takiej sytuacji?

Mamy tu do czynienia z tzw. groźbą karal­ną, czyli przestępstwem (art. 190 kk) ści­ganym na wniosek pokrzywdzonego. Na­uczyciel ma więc prawo zaangażować w sprawę wymiar sprawiedliwości niezależ­nie od stanowiska szkolnych władz. Je­śli jednak zachowanie ucznia uzna przede wszystkim za problem wychowawczy, po­winien poprosić o zebranie rady pedago­gicznej, która jest władna wymierzyć ucz­niowi karę statutową (moim zdaniem, ta­ki postępek winien byc realnie zagrożony skreśleniem z listy uczniów). Ukarany powi­nien też publicznie przeprosić nauczyciela (nawet w prasie).

Może także wykonać ja­kąś pracę na rzecz szkoły lub lokalnej spo­łeczności? Karę należy dostosować do wie­ku ucznia, stopnia jego demoralizacji oraz świadomości naruszenia prawa. Jeśli na­stolatek działał z pełnym rozeznaniem, ka­ra powinna być ostrzejsza. Nauczyciel jest osobą stojącą w szkole na straży porządku prawnego i ładu społecznego, umożliwiają­cą normalną naukę i pracę. Dlatego ma pra­wo bronić się przed tego typu zachowania­mi zdemoralizowanych uczniów.

Jak zareagować, gdy uczniowie biją się na przerwie i nie zwracają uwagi na wezwa­nia, żeby przestali?

Prawo nazywa taką sytuację stanem wyż­szej konieczności. Należy użyć siły fizycz­nej, aby ich rozdzielić i obezwładnić.

A gdy młodzi ludzie walczą poza terenem szkoły (np. tuż za jej płotem albo pod blo­kiem, w którym mieszka nauczyciel)?

Każdy, nie tylko nauczyciel, ma obowiązek zareagować podobnie: rozdzielić ich lub wezwać w tym celu policję.

Rozważmy jeszcze najdrastyczniejszy wa­riant, gdy uczeń zaatakuje nauczyciela…

Każdemu, niezależnie od miejsca i pełnio­nej funkcji, przysługuje prawo do obrony koniecznej. Nauczyciel ma prawo się bro­nić, używając odpowiednich środków.

Dotkliwe są również wyzwiska i niecenzu­ralne określenia, zwłaszcza wykrzykiwane w obecności innych uczniów.

Nauczyciel powinien postąpić tak, jak za­reagowałby na analogiczne zachowanie własnego dziecka (oprócz kar cielesnych, bo do nich mają prawo tylko rodzice). Nie ogranicza go w takich wypadkach katalog kar statutowych, ponieważ nauczyciel nie jest organem statutowym szkoły. Swobo­dę doboru metod wychowawczych gwa­rantuje mu akt o wyższej niż statut szkoły randze prawnej (art. 12 ust. 2 Karty Nauczy­ciela). Nie musi też uzależniać swojego po­stępowania od zgody rodziców. Władz­two pedagogiczne nauczyciela jest upraw­nieniem autonomicznym i niezależnym od władzy rodzicielskiej, bo wynikającym wprost z ustawy, nie z woli rodziców.

Co zrobić, jeżeli uczeń odmawia wyjęcia ze­szytu i książek, pisania klasówki, odpowie­dzi na pytania itp. Zamiast wykonać pole­cenie, zwykle mówi: co mi teraz zrobisz?

Poza postawieniem oceny niedostatecz­nej (uczeń nie ma zeszytu lub książki, czy­li jest nieprzygotowany do lekcji; nie pisze klasówki czy nie odpowiada na pytanie, więc nie zna materiału) powinien postąpić tak, jakby to jego dziecko odmówiło wyko­nania polecenia. Bywa, że zachowania ucz­nia, szczególnie w gimnazjach oraz szkołach ponadgimnazjalnych, rażąco narusza­ją porządek na zajęciach, uniemożliwiając ich prowadzenie. Mamy wtedy do czynie­nia z objawami demoralizacji nieletnie­go, a może nawet z wykroczeniem z art. 54 kodeksu wykroczeń (Kto wykracza przeciw­ko wydanym z upoważnienia ustawy przepi­som porządkowym o zachowaniu się w miej­scach publicznych, podlega karze grzywny do 500 złotych albo karze nagany), czy też z art. 107 kw (Kto w celu dokuczenia innej osobie [tu: nauczycielowi] złośliwie wprowadza ją w błąd lub w inny sposób złośliwie niepokoi, podlega karze ograniczenia wolności, grzyw­ny do 1500 złotych albo karze nagany). Wykroczenia te mogą mieć charakter chu­ligański: Charakter chuligański mają wykro­czenia polegające na umyślnym godzeniu w porządek lub spokój publiczny albo umyśl­nym niszczeniu lub uszkadzaniu mienie, jeżeli sprawca działał publicznie oraz w rozumieniu powszechnym bez powodu lub z oczywiście błahego powodu, okazując przez to rażące lekceważenie podstawowych zasad porządku prawnego (art. 47. § 5 kw). W takich przypadkach osobiście stanąłbym przy drzwiach, aby uniemożliwić delikwen­towi ucieczkę, wyciągnąłbym komórkę, i zadzwoniłbym najpierw na 997 z prośbą o interwencję. Drugi telefon wykonałbym niezwłocznie do szefa zakładu pracy ojca lub matki i poprosiłbym go o natychmiasto­we zwolnienie jednego z rodziców na pewien czas, bo właśnie na ich dziecko złoży­łem doniesienie policji. Przy przesłuchaniu nieletniego obecność rodziców jest wyma­gana przez prawo.

Coraz częściej nauczyciele skarżą się, że dostają e-maile i listy z pogróżkami. Czy je­śli istnieje możliwość sprawdzenia, kto jest nadawcą, należy pójść z tym do sądu?

Złożyłbym zawiadomienie o przestępstwie. Niezależnie od tego postawiłbym prob­lem na posiedzeniu rady pedagogicznej, proponując udzielenie surowej kary statu­towej. Domagałbym się od ucznia zadość­uczynienia w formie oficjalnych przeprosin na forum rady oraz działań społecznikow­skich, np. dwu godzin czytania dzieciom pobliskim przedszkolu.

Jest to zeskanowany artykuł z jakiegoś czasopisma, odpowiedzi udzielał: Roman Gawron - społeczny rzecznik praw nauczyciela powołany przez fundację Magis, rozmowę przeprowadziła MARZENA STĘPIEŃ