Przez mrozy, które miały miejsce w ostatnich dniach mój akumulator trochę ucierpiał – no ale sprawdziłem papiery po poprzednim właścicielu no i okazało się że ma swoje lata więc czas na wymianę. Los chciał że padł również akumulator u taty w aucie! Z pomocą przyszedł kolega i udaliśmy się na zakupy – nie jest łatwo dostać dokładnie taki model jakby się chciało… kupiliśmy więc praktycznie to co było!
U ojca wymiana poszła w minutę, natomiast wymiana w Borze to kosmos – trzeba sporo rzeczy rozkręcić żeby wyjąć akumulator – jakieś mocowania od dołu – więc odkrecamy osłone od światła przedniego… no a jak ktoś nie ma jeszcze narzędzi to sprawa jest jeszcze trudniejsza :] na horyzoncie pojawił się jednak jakiś sąsiad i miał klucz, który uratował nam z 30 minut zabawy nad jedną ciężko dostępną śrubą mocującą.
Niedziela minęła akumulatorowo! A ja czuję się rozładowany :]
Szczęśliwego Nowego Roku!